Jacko2007/2008
South America Expedition 2007/2008 - Brazil

Brazil's Flag

27 November 2007, Rio de Janeiro, 20.10
Mieszkanie Sidneya

Hej:) W koncu wczoraj wyladowalismy w Miescie Boga! 10 godzin lotu, turbulencje jakich jeszcze nigdy w zyciu nie przezylem, jak na rollercosterze:)! Sidney odebral nas z lotniska. Fajny koles! Pracuje w agencji podrozy, byl 2 razy w Polsce, nawet w Lublinie:) Ma git psa i 2 papugi. Wczoraj wieczorem powiedzial nam wszystko co i jak, nakarmil, napoil piwkiem. Zyc nie umierac! Tylko zeby pogoda byla nieco lepsza. Dzis wyprulismy metrem na najslynniejsza plaze swiata- Copacabane. No i co? Puchy! No ale tutaj jest dopiero wiosna wiec nie ma sie co dziwic. Oczekiwalismy miesta po ktorym dzieci lataja wszedzie dookola z gunami i co? Rada jest jedna: nie inspirujcie sie filmami. Po obejrzeniu ,,Miasta Boga`` balem sie tutaj przyjezdzac. Rzeczywistosc jak na razie wyglada troche inaczej. Ludzieraczej nie zwracaja na nas uwagi-chyba ze tylko na nasze sandaly, nawiasem mowiac szczyt obciachu bo tubylcy ich nie nosza, tylko japonki-pytani o droge odpowiadaja oczywiscie po portugalsku. To naprawde sztuka rozmawiac w 2 roznych jezykach nie rozumiejac sie prawie nawzajem a jednoczesnie sie dogadac! No dobra, oni mowia my udajemy ze rozumiemy. Jezyk ciala, gestykulacja odgrywaja teraz najwazniejsza role. Tak poza tym jest cholernie duszno! Ciezko sie przestawic. Jeszcze wczoraj bylismy w Madrycie gdzie nad ranem byly 4 stopnie a dzis juz mamy tropiki.
 Nie powiem ze ostatnia doba nie byla dla nas ekstremalna. Rhui wywiozl nas na autobus, potem spedzilismy cala noc jadac w nim do Madrytu, potem kilka godzin czekania na lotnisku no i 10 godzin lotu. Bylismy skonani. Jeszcze w Lizbonie Rhui zabral nas na zakupy do Ikei. Kupilismy mu maly gift-otwieracz do wina bo ostatnio nie bylo czym nawet butelki otworzyc! Wyszedlem pierwszy do kasy no i gnilem na parkingu podziemnym nastepne 40 min czekajac na niego i Krzyska i wdychajac spaliny samochodowe. A fuj! Pewnie bede zyl przez to o 1 dzien krocej! Jak na razie spedzilem jakies 9 godz w busie w Polsce, potem 3 godz w samolocie z Krakowa do Girony, kolejne 1,5 godz w samolocie z Girony do Porto, potem 3 godz w pociagu z Porto do Lizbony, kolejne 9 w autobusie z Lizbony do MAdrytu i 10 godz w samolociie do Rio. Potem bede zliczal.
 Mieszkanie Sidneya mi imponuje. Ma kupe pamiatek z roznych miejsc dookola swiata. Tez sobie kiedys taki pokoj urzadze:) Ciekawe jest ze zrobilem kilka juz rzeczy po raz pierwszy w swoim zyciu. Po raz 1 jechalem tak wypasionym autobusem(Lizbona-Madryt), po raz pierwszy lecialem tak wypasionym samolotem, Po raz 1 byl to najdluzszy lot. No i jeszcze nie bylem tak daleko od domu. Z Madrytu do Rio jest 8122 km. Chyba. A dzis juz koncze. Zmoklismy jak cholera lazac po miescie. Oczywiscie przejechalismy nasza linie metra i potem musielismy bladzic. Ale to dobrze bo zobaczylismy prawdziwe zycie w Rio. Do slumsow chyba sie nie wybierzemy bo nie za bardzo mamy ochote traktowac biednych ludzi jak eksponaty w zoo. Zreszta juz je widac zza naszego okna. Ok, koncze. Zostawie link wkrotce do strony Krzyska ze zdjeciami. Nasz net jest troche wolny a ja mam ogromne pliki. Piter, licz na to ze widoki beda wyj... w kosmos. Ale zdjecie spod figury Chrystusa dostaniecie ode mnie na pewno wszyscy. Pa, spadam bo mama Sydneja karmi nas lepiej niz nasze wlasne mamy he he Pa!

29 November 2007, 10.30, Rio de Janeiro

O rany, znowu mam kaca:( Po wczorajszym opalaniu sie na Copacabanie Rzepa jest czerwony jak burak, ja na szczescie nie! Wieczorem Sidney zabral nas do miejscowej dzielnicy rozpusty-Lapa. To taki tutejszy lokalny Temple Bar. Lekko mnie wymiotlo. Spedzilismy super wieczor w rytmach latynoskiej muzyki pijac capirinie-to chyba tutaj najpopularniejszy wymiatacz i rozmawiajac z fajna para z Polski ktora pracuje w jednym z naszych biur podrozy. Robia interesy z firma Sidneya i tak sie poznali. Dzis byl ambitny plan pojscia w koncu pod Chrystusa ale pogoda taka sobie wiec nie wiem co z tego wyjdzie:( W kazdym badz razie latynoskie klimaty sa odjechane. A... wczoraj juz z samego rana na Copacabanie widzielismy 2  lezace na piachu trupy:0! Niezla jazda!
 Jest juz po poludniu, dodaje zdjecia i dalej mam lekki bol glowy! Wyskoczylem sobie sam do centrum polazic. Rany, ale tu kroja za neta. Euro za 15 min! Gorsze zdzierstwo niz w Dublinie:(

30 November 2007, 20.05

Heja! Dzis prawie caly dzien spedzilismy paletajac sie po miescie. To miasto ma naprawde klimat! Czuje sie tu bardzo swojsko. Wjechalismy na Glowe Cukru, widok na panorame miasta wyrabany w kosmos. Szkoda tylko ze pogoda jest taka nijaka. Pochmurno. Odpuszczamy sobie ciagle Corcovado czekajac na lepszy moment ale juz jutro ostatecznie tam pojedziemy, nawet w deszcz! Byc tutaj i tam nie wjechac to dla mnie totalna porazka. W drodze powrotnej z gory zaszlismy na piwko do lakalnej spelunki. Ja per... ale jazda. Tak sie dopiero poznaje kraj, nie z perspektywy luksusowego autokaru! Jakis koles lamana angielszczyzna tlumaczyl nam jak dojsc do stacji metra, do tego byl niezle nawiany:) 3majcie sie napisze cos jutro. Pa:)
Taa strona jednak nie jest najlepsza dziala za wolno wiec tutaj bede   opisywal tylko moje przygody. Wiecej zdjec postaram sie wysylac na onet foto pod ksywa jacko111 poniewaz tam laduja sie znacznie szybciej do netu. Tutaj to padaczka! Przepraszam ze mam taki lekki balagan ale kiedys to w koncu uporzadkuje:)

1 December 2007, Rio de Janeiro, 21.16

Musze sie streszczac bo ide na pizze:) Dzis dzien byl strasznie wyczerpujacy. Sidney zabral nas na tutejszy targ, w koncu zrobilem jakies porzadne zdjecia! Uwielbiam bazary, ten przypomnial mi ten w Kairze! Na szczescie Darka tam ze mna nie bylo:) wykupilby wszystko dookola! No niestety, nie moge kupowac zadenych rzeczy po drodze:( Przyprawia mnie to o lekkiego dola bo urzadzilbym sobie ten pokoj o ktorym wczesniej wspominalem. A tutaj jest naprawde co kupowac. Bylem w swoim zywiole niestety przytlumionym przez wzgledy czysto praktyczne. Mam wystarczajaco ciezki plecak, wiec musialem zadowolic sie tylko kolejna naszywka na moj polar. Jest polska, katalonska, portugalska, teraz brazylijska. No i w koncu pojechalismy na Corcovado. Stanalem przy kolejnym cudzie swiata na mojej liscie! Tylko ze pogoda byla lekko do kitu, bardzo mglisto. Ale mnie to nie zrazilo. Marzylem zeby tam stanac no i jak widzicie nie ma rzeczy niemozliwych jezeli sie tylko chce:) No ale czas ruszac dalej, teraz Iguasu Falls. Bilety lotnicze strasznie drogie, musimy jutro kupic jakis autobusowy. Kto powiedzial ze Brazylia jest tania?

2 December 2007, 10.30, Rio  de Janeiro

Jaka jest konkluzja mojej podrozy? Generalnie taka, ze nasze zycie wszedzie dookola to shit. Tylko jedni maja ten shit lepszy inni gorszy. Glowne zalozenia sa wszedzie dookola ziemi takie same. Wstajesz, jesz, pracujesz, wracasz z pracy, i tak w kolo wojtek. Czlowiek to takie berdziej rozwiniete zwierze. Tak jak zwierzeta, rodzi sie, potem musi przetrwac, musi przedluzyc gatunek i umiera. Porazka. Co do tego miasta- wymieszanie biedoty z bogactwem. Sidney powiedzial, ze ludzie ktorzy mieszkaja w fawelach wcale nie maja tak zle jak nam sie wydaje. Po tym jak zobaczylem w jakich warunkach mieszkaja powatpiewalbym w to. Choc podobno ostatnio zaczeli placic za wode i elektrycznosc:)  Rio to wymieszanie roznych kultur, wymieszanie zapachow. Idziesz ulica i czujesz cynamon w powietrzu a zaraz czujesz szczyny ze nos wykreca. Naszej stacji metra nie sposob pomylic z zadna inna. Tylko na tej tak wali serem! Ale przyznam sie szczerze ze oczekiwalem tutaj znacznie wiekszego ubostwa. Tymczasem auta tutaj maja wcalenie najgorsze, markety na europejskim poziomie. W stosunku do ich zarobkow-ok. 200 dolarow amerykanskich miesiecznie- nie jest wcale tanio. Oczywiscie dla gringos ceny sa zawyzone. Zauwazylismy to wczoraj na bazarze. Sydney zapytal sie o cene jednej figurki. Dla niego byla tansza, dla nas juz drozsza. 
 Siedze sobie dzisiaj w domu, w nocy mnie lekko wytelepalo. Chyba mialem goraczke. Slonce tutaj jest bardzo zdradliwe. Niby mocno nie swieci a jednak. Nie nalozylem wczoraj zadnej czapki na glowe i lekko mnie przysmazylo. Rano bolala mnie glowa wiec zrezygnowalem z wypadu na rejs. Dzieki temu mam dzis czas zeby cos skrobnac i dodac zdjecia do mojej galerii na onet foto. Zainteresowanych odsylam na tamta strone. Wystarczy wpisac w wyszukiwarke moja ksywe: jacko111 i cos tam znajdziecie.
 Jezeli bym wydal ok. 6 tys zl na wyjazd do Brazylii i jezeli bym sie wbil w taka pogode jaka jest caly czas podczas naszego pobytu na pewno bym zalowal. Fakt, jest tu teraz ich wiosna ale jakbym jechal gdzies na wakacje, gdzies gdzie pogoda jest gwarantowana caly rok na pewno wybralbym bliski wschod. Tutaj to lekki zawod. Zastanawiam sie teraz jak sie wydostac z tego miasta. Nie chcialbym naduzywac juz cudzej goscinnosci. Mieszkajac u Sydneya nie musimy placic za dom, za jedzenie, jest jednoczesnie naszym przewodnikiem. Bardzo ulatwil nam nasze zycie tutaj. Moglismy zobaczyc zycie miasta w zupelnie inny sposob. Wiekszosc turystow przyjezdza, zamyka sie w hotelach, idzie na plaze i to wszystko. Sam tak do niedawna podrozowalem. Taki styl zwiedzania jak nasz jest bardzo meczacy ale przynosi chyba znacznie wiecej satysfakcji. Pa:)































Dzisiaj stronę odwiedziło już 15 visitors (43 hits) tutaj!
=> Do you also want a homepage for free? Then click here! <=