Jacko2007/2008
South America Expedition 2007/2008 - Buenos Aires

10 December 2008, Buenos Aires, 16.30

I am leaving Buenos today at 9 pm and I am going 1800 km further to the south of America, to Rio Gallegos. From there it is only a fiew houndreed km to Ushuaia, the southernmost city in the world. After 3 days in Buenos I can only say: I really like this city, I could live here. But I do not want to. Too far from Europe, too far from my friends and the family, there is nothing what I could not find in Europe and what could really impese me. But anyway, one life it is not enough to see Buenos. It is the largest city which I have seen in my lifetime and I can recomend this place everybody.

5 stycznia opuscilismy Salto w Urugwaju i dzieki znajomemu Andrei, Christianowi, mielismy darmowy transport do Montevideo. Christian akurat byl w miasteczku Andrei w sprawach sluzbowych i wracal do domu. Niestety nie obylo sie bez klopotow. W ostatniej chwili odczytalem mesa od goscia u ktorego mielisy sie zatrzymac. Napisal, ze wyjezdza poza miasto i w ten sposob zostalismy na lodzie z noclegiem. W zasadzie mielismy juz olac to miasto i pojechac gdzie indziej ale z pomoca przyszla Andrea. Zadzwonila do swoich kolezanek ze stolicy no i tak znalezlismy sie na poludniu Urugwaju. Dobrze ze mieszkalismy tam za darmo i dostalismy sie tam tez za darmo bo generalnie to nie ma to miasto wiele do zaoferowania oprocz naprawde milego deptaka na nabrzezu gdzie gromadza sie tlumy ludzi aby odpoczac. Jeszcze raz zaliczylismy bebny, tylko tym razem zancznie bardziej intensywnie bo byl zlot wszystkich kapel z calego kraju. Zaliczylismy tez stare miasto-takie sobie nawiasem mowiac. Zobaczylismy swego czasu najwyzszy budynek w Ameryce Poludniowej(26 pieter). Chyba z ulga kupilismy bilety do Colonii. 7 zaliczylismy Colonie i wieczorem wskoczylismy na prom do Buenos.
 Jezeli chodzi o Colonie. Milo tam. I to wszystko. Ma to miasteczko klimat(stare kafejki, samochody) ale tutaj kolejny zawod. Gdybysmy nie odplywali stad do Argentyny chyba zalowalbym swojego czasu i pieniedzy na to miejsce, bylbym zawiedziony. Zeby jechac 300 km ze stolicy specjalnie tam. Nie, na pewno nie. Generalnie mowiac to caly Urugwaj to porazka na swoj sposob. Gdzie sie nie ruszyc to czuc niedosyt.
 W Coloni w kafei spotkalismy pare z Kolumbii no i podobno juz mamy mete w Bogocie! Ta laska to jakas wampirzyca niewydarzona seksualnie, jakby mogla to by zgwalcila Krzyska na pokladzie promu(pewnie nie mialby nic przeciwko;) Koles z kolei wygladal podejrzanie, za bardzo ulizany-moze gej?!
Dobra, teraz to co najwazniejsze. Argentyna. Buenos Aires. To lubie! Czuc tu swiatowy klimat. Ogromne nowoczesne wiezowce, ogromne miasto, totalny galimatias ale czuje sie tu jakos swojsko. Krzyskowi nie za bardzo podeszlo, mowi ze tu nic nie ma ale on zawsze narzeka w miastach bo ich po prostu nie lubi. Wymieszanie nowoczesnosci ze staroscia. Szklany wiezowiec przyklejony do starej kamienicy. Stare rdzewiejace samochody obok nowych BMW. Bieda wymieszana ze sklepami Gucciego i Prady. Wszystko to ze soba wspolgra. Zapomnialem dodac ze na nabrzezu kiedy przyplywalismy w to miejsce czekala na nas juz Vivian z Asuncion w Paragwaju. Bardzo mile spotkanie! Przyplywajac nie mielismy gdzie spac, ona zorganizowala dla nas nocleg w domu Inese-argentynskiej milosniczki wszelkiego rodzaju trawki! Na poczatku Inese byla niechetna nas przyjac gdyz stwierdzila, ze nie gosci ludzi z Europy, ale juz po 2 dniach dostalem propozycje odwiedzenia jej w Kolumbii, gdzie na nabrzezu Morza Karaibskiego ma swoj drugi dom. Nie byloby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, ze Inese ma chyba z 50 lat(albo wyglada tak staro od jarania wszelkiego rodzaju zielska) i to chyba tlumaczy fakt, ze nie jestem zainteresowany - oj, chyba wpadlem jej w oko!!!
 Jednak najwiekszej goscinnosci w Argentynie jak na razie zaznalem w rodzinie paragwajskiej, rodzinie Vivi. Spedzilismy tam ostatnia noc. Bardzo mili, otwarci ludzie, nie jak Argentynczycy. Mama Andrei faktycznie miala racje ze ludzie z Buenos nosza brody wysoko. Brak tutaj poludniowoamerykanskiej goscinnosci, brak uprzejmosci. Najwazniejszy jest ped. Ped za wszystkim. To miasto pedzi w szybkim tempie. Moj zywiol.
 Co do tanga. Bylismy w dzielnicy gdzie sie zrodzilo. Tloczno tam, masa turystow dookola. Najbardziej bede chyba pamietal komiczne, kolorowe domki i graffiti z Maradona na scianie. Wkrotce zamieszcze foto. No i obiad w resteuracji gdzie siedzac na dworze przy ulicy musielismy wachac scieki. Zreszta, przyjezdzajac do Buenos i np. zatrzymujac taxe przy chodniku uwazajcie zeby nie wdepnac w brudna, sciekowa wode plynaca tuz przy szosie. Tak jest prawie wszedzie. Aha, i zaopatrzcie sie w duza ilosc monet w banku gdyz nikt wam tutaj nie rozmieni banknotow. Kazdy mowi ze ich po prostu nie ma i trzeba sie na prawde napocic zeby je zdobyc. Bez nich ani rusz w autobusach! Biletyu kosztuja po 1 peso. 1 USD= 3.1 peso. Znacznie tu taniej niz w Urugwaju.
 Ale jak w kazdym duzym miescie widac tez czasami tutejsza biede. Niektorzy ludzie nawet nie funkcjonuja na granicy egzystencji, sa znacznie nizej. Widac brudnych, bezdomnych ludzi na ulicach, widac ludzi, ktorych jedynem zrodlem dochodu jest zbieranie makulatury, grzebanie w smietnikach w poszukiwaniu butelek itp. Smutny widok nie tak az czesto widziany w Europie. Widac dzieci wachajace plastikowe worki z klejem, sa tez lokalne dzielnice biedoty. Najlepiej mozna je zobaczyc jadac wzdluz linii kolejowej. Wybaczcie ale tam nie robilem zadnych zdjec. Nie tylko dlatego ze nie wypada ale tez dla tego ze nie chcialem. Faktycznie, ogladanie ludzkiej biedy jak zwierzat w zoo moze sklonic do refleksji.  Zaczynasz doceniac to gdzie zyjesz i co posiadasz. Znudzeni naszym zyciem w Europie patrzymy na swiat z innej perspektywy. Trzeba takiej podrozy jak ta aby wiele zrozumiec i docenic pewne rzeczy.
 Dzis o 19 Vivian wraca do Paragwaju(bez niej byloby tutaj nam znacznie trudniej, dzieki Vivi:) a my jedziemy do Rio Gallegos. To tylko rzut beretem(jak na tutejsze warunki 500 km to niewiele)  do UIshuai, najbardziej na poludnie wysunietego miasta swiata. 1800 km w autobusie. Start dzis o 9 pm. Bedziemy jechac cala noc, caly dzien, znowu cala noc no i w koncu kolo 10 powinnismy dojechac. Zapowiada sie super masochistyczny maraton! Lubie ekstremalne wyzwania! W koncu zacznie sie prawdziwa Argentyna. Gory, lodowce, wulkany, jeziora, lasy.... Na to czeka niecierpliwie nie tylko Krzysiek ale i ja.
 Tak na koniec. Wracajac wczoraj wieczorem pociagiem z Tigre mielem naprawde niezly ubaw. W wagonie na dachu byla klimatyzacja, ktora ostro przeciekala. Czasamio woda lala sie jak w czasie deszczu. I zaraz pod nia siedziala argentynska laseczka w sexi krotkiej spudniczce. Prawie cala woda lala sie na nia. Mokra koszulka, mokra spudniczka, widok byl mily:))))))))))) Pa

                                      Buenos Aires - Thank you Ines, CU in Taganga:)



                                                 Buenos Aires, Downtown Area






























                                                        Tango was born here


















                                                      I am dancing Tango with Vivian:)

Dzisiaj stronę odwiedziło już 15 visitors (33 hits) tutaj!
=> Do you also want a homepage for free? Then click here! <=