Jacko2007/2008
South America Expedition 2007/2008 - Spain, Portugal






19 November 2007, 14.30 Porto, Portugal

Heja;) nie bylo jak pisac wiec musze teraz nadrobic zaleglosci. Nie wiem jak znajde czas na pisanie zyjac tak intensywnie, biegajac z punktu w punkt. Jak na razie szczerze powiedziawszy to wiecej latamy z kraju do kraju niz poruszamy sie droga ladowa. No ale jak mozna kupic taniej bilet lotniczy niz kolejowy z Girony do Porto to wybor byl oczywisty. Ladujac w Gironie spotkalismy dwie zwariowane dziewczyny z Polski: Magde i Ewe. Mialy zalatwiony nocleg w samym centrum Barcelony u Polakow i na miejscu okazalo sie ze nikt nie odpowiadal na ich telefony. Dziewczyny w sumie zostay na lodzie i nie mialy gdzie spac, tak jak my zreszta. Po rozmowie w punkcie informacji turystycznej pani wyczaila nam tani hostel w centrum Girony. Tani nie tani-20 euro za leb. Chcac nie chcac wzielismy taxe na spole i poprulismy do centrum. Meta byla calkiem przyzwoita. Wieczorkiem wyskoczylismy na miasto. Jak zobaczylem ile kosztuje tu wino od razu pokochalem Hiszpanie;) Butelka winka 1.10, w polotach 3.50. Rzepa wzial drozsze zeby zaimponowac dziewczynom he he. Co za marnotrastwo! Za ta jedna butelke mialbym 3 i nie poczulbym roznicy. No nic to. Spedzilismy tez milo wieczor w lokalnej knajpce gdzie bylismy obslugiwani przez Polaka. Generalnie nie ma nas tu za wiele. Nie to co w Dublinie. Rano obudzilem sie ze strasznym bolem glowy po nocnej imprezce z dziewczynami ale raz sie zyje. Niestety kaca leczylem juz lazac po Gironie rozmyslajac co tu zrobic dalej. Ostatecznie wygrala opcja Porto. Mielismy tam - zreszta tam teraz mieszkamy- miejscowke u Basi z Hospitality Clubu. Jest Polka studiujaca iberystyke w Portugalii. Bardzo sympatyczna dziewczyna. Miejmy nadzieje ze da sie dzis wieczorem skusic na kolacje w jednej z lokalnych restauracyjek. Ciesze sie ze jestesmy juz w kolejnym kraju ale dlaczego dzisiaj tak leje! W ogole nie moge robic zdjec. Po wczorajszym siedzeniu caly dzien na lotnisku w Gironie to sie nawet ciesze ze moge dzis pospacerowac. W spaniu na podlodze mialem wystarczajaco duzo doswiadczenie przed wyjazdem wiec mi to nawet juz nie przeszkadza. 
 A co dzisiaj? Pojechalismy do portu w Porto dowiedziec sie o jakies statki do Ameryki Poludniowej. Niestety nic tam stad nie plynie, prawdopodobnie byloby to mozliwe w Lizbonie. Szukamy jakiegos taniego biletu do Rio lub gdziekolwiek w tamtych rejonach. Nie wiem co jest nie tak z Air Europa ale sprawdzajac ich strone widze cene 357 euro za bilet w 1 strone. Klikam kupuj i wyskakuje juz 1500 z groszami:-0! No nic to, grunt to sie nie poddawac. U Basi mozemy zostac jeszcze ze 2 dni. Rzepa wlasnie pyta jakas pare siedzaca obok nas skad sa, mowia ze z Kanady i potem jada do Paryza. To nam raczej nie po drodze:) 
 Nie takie mialem wyobrazenie o tych rejonach. W Portugalii wlasnie non stop leje, w Hiszpanii bylo troche zimno choc pogoda byla w porzo. No ale czego sie spodziewac, jest juz prawie koniec listopada. Zaczalem kolekcjonowac naszywki na polar. W Gironie pytajac o cos takiego z Hiszpani pani krzywo na mnie popatrzyla i stwierdzila ze to nie Hiszpania, to Katalonia! Dzis mam kolejna z Portugalii. Mam nadzieje ze zabraknie mi w trakcie tej podrozy miejsca na rekawach zeby je przyszywac. 
 W Portugalii mi sie nawet zaczelo podobac. Ladne dziewczyny, ludzie na pewno bardziej kumaci niz Irole. Mowisz staremu dziadkowi o metrze w sklepie a ten juz idziue i po swojemu tlumaczy Ci jak gdzie dojsc. Nie wiem jak my to rozumiemy, wiecej chyba odgrywa role mowa ciala, gestykulacja niz slowa. Rzepa zachwycil sie dzis jak zobaczyl upieczona swinska noge na wystawie sklepu i od razu wszedl i to kupil. A fuj! Ja nie mam zamiaru tego jesc! Dobrze ze wzial jeszcze jakies kielbaski bo bym zdychal z glodu. Zreszta ale mnie juz ssie, zaraz mi oczy zassie do srodka;) Asortyment w sklepach tutaj jest naprawde ciekawy. Osmiernice i inne wynalazki. Cen nie ma co porownywac z cenami w Irlandii. Nigdzie nie ma chyba takiej drozyzny jak tam. Zreszta, Krzysiek gdzie nie pojdzie to od razu widzi jakies fajne laski. Dzis w metrze jadac do portu siedziala naprzeciw nas calkiem fajna dziewczyna. I wiecie co w tym wszystkim jest najlepsze? Zaczela do nas mowic po czesku. A byla z Portugalii. Niezla jazda. Dogadywac sie po czesku z Portugalka! W zasadzie nasza rozmowa z nia to byla mieszanina czeskiego, polskiego i angielskiego:)
 Zeby moj dziennik byl kompletny przepisze teraz to co zanotowalem na kolanie w trakcie podrozy na opakowaniu po paczkach he he

16 November, Friday 2007
Samolot Centralwings, Krakow

No i lecimy. Po kilku dniach siedzenia u Krzyska-tak w ogole powinnismy byli wyleciec w srode ale mu sie powalily daty-jego siostra wywiozla na lotnisko. Pewnie miala juz dosc naszego sleczenia w jej domu przed komputerem wiec zrobila to z przyjemnoscia he he;) No dobra, startuje wiec musze na chwile przerwac pisanie. No to ciag w gore........! No i jestesmy w chmurach. Krzych stwierdzil ze pas startowy wygladal jak cmentarz w Swieto Zmarlych, lampki na pasie wygladaly jak znicze. A teraz to juz mamy tylko ,,mleko" za oknem.

17 November 2007, 9.20 pm

Od keidy pisalem ostatni raz zdazylo sie wydarzyc tak wiele rzeczy. Wyladowalismy w Gironie. No i nie wiadomo gdzie isc. Na lotnisku spotkalismy dwie zwariowane laski z Miedzyzdrojow. Miely miec mieszkanie w Barcelonie i lipa. Ostatecznie w informacji pani zarezerwowala nam hostel i wyprulismy tam taxa. W hostelu zorganizowalismy mala imprezke po tym jak kupilismy tanie winko. Ale taniocha. Laski zwariowane, fakt. Nop a rano? Kac. Potem dzwiganie plecakow i nie wiadomo bylo co robic dalej. Zadzwonilem do Basi, odebrala i pod wieczor kupilismy bilet do Porto. Lecimy jutro po poludniu. Juz jak wiedzielismy jaki jest plan wyruszylismy na rajd po miescie. No i to co kocham najbardziej: zwiedzanie i robienie fot. Wczesniej pani z informacji zarezerwowala nam mete za 28 euro i wlasnie tu siedze. A jutro? Ayspac sie i spadamy. Chce jak najszybciej dostac sie do Ameryki. 

WYBACZCIE TA MALA RETROSPEKCJE ALE CHCE SPISAC WSZYSTKO TAK JAK TO MIALO MIEJSCE:)

Rzepa wlasnie mnie martki- szuka biletow no i nie ma dobrych wiesci. Ok, koncze. Nastepna relacja bedzie skads. Skad? To sie okaze. Pa;) Aha, bede wstawial wkrotce zdjecia. Na razie nie ma jak.

25 November 2007, Lisboa,Portugal, Rhuis house 14.15

21 Listopada przyjechalismy do Lizbony. Dzisiaj juz wyjezdzamy. O 21 mamy autobus do Madrytu. Jutro o 14.15 w koncu wylatujemy do Rio. Mamy juz tam czlonka HC, Sidneya, ktory odbierze nas z lotniska. Wyladujemy kolo 10 w nocy. Z tego co czytalem i co pisal Sidney nie powinnismy sie raczej tam sami paletac po nocy. Spedzimy cala dzisiejsza noc w autobusie a jutro czeka nas jeszcze dodatkowo 10 godzin lotu. Pewnie dostane odparzen na tylku:) Nasza zwloka z wyjazdem byla spowodowana brakiem mozliwosci kupna taniego lotu. Jeszcze w Porto udalo nam sie znalezc bilety za 430 euro co uwazam za bardzo duzy sukces. Lecac z innymi liniami niz Air Europa-nawiasem mowiac nigdy o nich nie slyszalem- musielibysmy wydac minimum 650 euro. Za to co zaoszczedzilismy postanowilismy zwiedzic jeszcze stolice. Znalezlismy Rhuiego takze przez HC, zadzwonilem i udalo sie. Przechowal nas przez te kilka dni do wyjazdu. Co moglbym o nim powiedziec? 23 lata, pracuje jako informatyk-niezla fucha. Firma placi za jego dom, lapa,net. Wczoraj zabral nas autkiem do pobliskiego miasteczka gdzie razem z jego kumplem moglismy zobaczyc Portugalie taka jaka sobie ja wyobrazalem. Ocean,zamki,wzgorza. A co o samej Lizbonie?
Krzysiek jest generalnie rozczarowany, ja nie wiem co mam sam myslec. Miasto jak miasto. Jak kazda stolica ma miejsca fajne i beznadziejne. Rzeklbym: fajne miasto na weekendowy wypad. Na pewno bedzie mi sie kojarzyc przede wszystkim z cholernym kacem. Wczoraj rano umieralem. Takiego kaca nie mialem juz dawno. No ale co sie dziwic jak przedwczoraj postanowilismy poznac lokalny Temple Bar. Tak, Lizbona bedzie pewnie kojarzyla mi sie z obdrapanymi,oplakatowanymi uliczkami, z fado, z brazylijskimi drinkami,port i tanim piwem. Za szesciopak piwa w butelkach 0,33 dalismy mniej niz 2 euro. Rhui powiedzial ze to jeszcze nie bylo najtaniej! Samo fado-typowa portugalska muzyka, raczej spiew-bardzo depresyjna. Taka ma byz z zalozenia. 2 dni temu, bedac w lokalnej knajpie, sluchajac wlasnie fado, zaliczylem pierwszego dola. Zostawilem wszystko i wszystkich. To byl wlasnie powod ze naj...sie jak szpadel:) Rhui wlasnie nam przygrywa na gitarze, jego kolejna pasja jest saksofon. Wczoraj rano, kiedy leb mi pekal i myslalem ze umre, obudzil nas gra na saksie! Myslalem ze mi mozg eksploduje. Generalnie wizyte w Portugalii zaliczam do udanych. Na pewno kiedys tu jeszcez wpadne bo nie widzialem Belem, podobno nie byc tam to tak jakby w ogole nie byc w Lizbonie. Jezeli ktos z Was bedzie potrzebowal przewodnika po Lizbonie, dajcie mi znac. Gdybyscie jeszcze kupili mi do tego bilet byloby w ogole greatowo! No to co, do popisania juz z Rio! Aha, zapomnialem dodac. " dni temu caly dzien spedzilismy w zoo. Maja super delfinarium. Fajnie by bylo poplywac z takimi gdzies na Barbados. Moze i tam zajedziemy? Kto wie. Pa! Sprawdzcie link, Krzysiek dodal pare zdjec

http://foto.onet.pl/2jzuk,wo2crcx1cwor,u.html





























Dzisiaj stronę odwiedziło już 15 visitors (39 hits) tutaj!
=> Do you also want a homepage for free? Then click here! <=